Hej! Dodaje szybciej! Następny będzie pojutrze. Dzisiejszy rozdział jest trochę dłuższy niż ostatni. Miłego czytania.
**
Poszłam z Louisem do pobliskiego parku, gdzie usiedliśmy na ławce w cieniu. Louis objął mnie prawą ręką, a lewą dotknął mojego uda, co powiem szczerze mi się podobało, ale to za krótka znajomość jak na takie ruchy, więc się trochę odsunęłam. W końcu Louis przerwał tę niezręczną ciszę. L:Więc...Wiem o tobie, gdzie mieszkasz, ale chciałbym dowiedzieć się czegoś więcej. J: Dobrze, więc co chcesz wiedzieć? L:No nie wiem opowiedz coś. J: Dobrze... więc. Moja mama nie pracuje, a tata jest elektrykiem. Mam siostrę. Siostra ma męża i dwójkę dzieci, bliźniaków. Stasia i Jasia. No.. Ja studiuję i dorywczo pracuję u mojej cioci w sklepie zabawkowym. L:Aha. A co studiujesz? J: Weterynarię. L:Hmm..Ciekawy kierunek. Lubisz zwierzęta? J: Ja? Ja je po prostu kocham. L:Aha. Czyli mam mniejsze szanse u ciebie z miłością. J:Ha ha. ( I znów ta niezręczna cisza, którą przerwał mój telefon.) J:Przepraszam cię na chwilę, ale muszę odebrać. L:OK. J: Halo..... A ...... No oczywiście mojej mamy nawet na chwilę nie można zostawić samej. A dzwonił pan już do mojego taty?............. Aha...No dobrze zaraz będę na szczęście jestem niedaleko.Dziękuję za telefon.Do widzenia. L: Kto dzwonił? J: Mój lekarz rodzinny. L: Co się stało? J:Moja mama skręciła kostkę, bo spadła ze schodów. L:O to może ci przy niej pomogę? J: Nie, dziękuję. To nie byłby dobry pomysł, ponieważ moja mama w takich sytuacjach jest trochę nerwowa.Ha ha. No dobra lecę pa. L:Czekaj! J: Coś się stało? L: Tak. Zapomniałem cię poprosić o twój numer telefonu, bo chciałbym się z tobą jeszcze spotkać. J: No dobrze.
Powiedziałam mu mój numer i pobiegłam do domu, gdzie czekała na mnie ciut pod denerwowana mama.
M:Gdzie byłaś? J: W parku, bo Olivia nie mogła przyjść. Coś jej wypadło. M: Dobrze pan doktor nie musiał do ciebie dzwonić poradziłabym sobie. J: No nie wiem w takim stanie? Może zaparzyć ci herbaty?
M:Nie sama dam radę. (Mama zaczęła powoli wstawać.) J: Aha. Czyli nie jest tak źle. A co mówił lekarz?
(Mama w tym momencie upadła. Pomogłam jej wstać i położyłam powrotem na łóżko.) J:Czyli jednak jest źle. M: Lekarz mówił,że to nic takiego poważnego. Tylko mam brać ten lek i smarować kostkę tą maścią. ( Mama skierowała dłoń w kierunku leżących na stoliku leków.) J:Aha coś jeszcze mówił? M:Mówił też, że dzisiaj mam się nie ruszać z łóżka, a jutro będę mogła normalnie funkcjonować, ale leki będę musiała stosować jeszcze przez najbliższy tydzień. J: Aha no dobrze zaparzę ci herbatę.
Minęło pół godziny i tata wrócił z pracy.
J: Cześć tato! T: Cześć księżniczko. Jak mama? J:Zasnęła. T: Aha no dobrze. Jest już późno jadłaś kolację? J: Tak. T: Ok to leć na górę spać bo już jest późno.( Była 23 bo tata musiał jeszcze jechać do Sopotu załatwić jakieś sprawy.) J:OK. ( Poszłam do góry i usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Dostałam SMS-a od nieznanego numeru:''Hej! To ja Lou :) Mam nadzieje,że nie masz dużych planów na te wakacje, ponieważ chciałbym Cię zabrać na domki letniskowe nad jeziorem. Jadę ja, Harry, Niall,Zayn i Perrie , Liam i miała jechać Danielle, ale się trochę poprztykali no i Danielle się obraziła na Liama i tak jakoś wyszło,że chyba nie jedzie. Jedziemy pojutrze. Aha i mogli byśmy się jutro spotkać o 15 ? Wtedy byś mi powiedziała czy jedziesz. OK?''Momentalnie uśmiech mi się pojawił na twarzy,gdy przeczytałam od kogo jest ten SMS. Odpisałam:''Hejka! Na wakacje nie mam planów, więc wydaje mi się, że mogłabym jechać z wami na te domki tylko jutro jeszcze się spytam rodziców czy mi pozwalają. Możemy się spotkać jutro, ale wolałabym o 14 ok? Im wcześniej tym lepiej. ;)'' Chwilę później dostałam SMS-a:''OK Będę czekał pod twoim domem''.)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz